Po pierwsze - współczuję rodzinie zabitego. Oczywiste jest, że nie powinien się znaleźć w miejscu, w którym doszło do tego zdarzenia. Kula trafiła go na murawie, gdzie toczył się przecież mecz. Dopuścił się chuligańskiego wybryku. Wiadomo, że powinna spotkać go kara, ale na pewno nie śmierć. Przeraża mnie więc, gdy czytam w internecie coś odwrotnego, przeraża poklask dla tej śmierci. "Szkoda, że tylko jeden" - ucieszył się jeden z internautów, a inny nawet dowcipkował: "Mam plan, może myśliwym polującym na słonie czy nosorożce pozwolić polować na kiboli w Polsce? Wtedy uratowalibyśmy trochę dzikich zwierząt, wybili trochę dzikich kiboli i jeszcze zarobili?". Ktoś z kolei wziął się do pouczania: "Piszcie kibica w cudzysłowie, bo zabili bandytę".

Skąd tyle nienawiści?

Moim zdaniem przede wszystkim zginął człowiek, a niektórzy jakby o tym zapominali. To straszna tragedia. Czy gdyby był to brat tych nienawistników z internetu, nadal byliby tak skorzy do ferowania wyroków? Bardzo łatwo jest im przyjmować taką postawę, bo przecież to nie ich bliskiego spotkała śmierć. Niestety - wiadomo, czego Polakom można odmówić w ich masie - empatii. Po drugie - współczuję policji. Robiła, co do niej należy, czyli zainterweniowała, kiedy rozpoczęły się zamieszki w trakcie meczu piłkarskiego. Zabezpieczanie takiej imprezy to paskudna robota, moim zdaniem to właściwie jak czyszczenie szamba. Samo się nie wyczyści, tak samo jak mecz też sam się nie zabezpieczy - ktoś to musi robić, a hołoty bez wyobraźni jest mnóstwo. Wyobrażacie sobie sytuację, gdyby policji na sobotnim meczu w Knurowie nie było? Jak wtedy wyglądałby bilans ofiar?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej