Prezes PiS domniemanie, że wyniki wyborów mogą zostać sfałszowane, wywodzi z hasła Bronisława Komorowskiego: "Rozstrzygnijmy wybory w I turze". Komorowski, jak każdy polityk na całym świecie, chciałby wygrać już w pierwszej turze, takie zwycięstwo daje silny mandat. Zapewne i Lech Kaczyński chciał w 2005 r. już w pierwszej turze pokonać Donalda Tuska. I nie wątpię, że tego samego pragnął dla swojego brata również Jarosław.

Jednak myśl Kaczyńskiego nie biegnie prostą drogą. Skręca. Zwykle ku spiskowej teorii dziejów. Hasło wyborcze Komorowskiego interpretuje jako instrukcję dla członków obwodowych komisji wyborczych, by sfałszowali wybory. A przewodniczącemu PKW Kaczyński daje dobrą radę, by "wziął wydźwięk apelu pana Komorowskiego pod uwagę" i "zadbał o uczciwość wyborów".

Rozumowanie Kaczyńskiego jest równie absurdalne jak np. takie, że Andrzej Duda powinien odpowiadać za wykreślenie Polski z mapy. Prawda, że niedorzeczne? Nie w logice spiskowej Kaczyńskiego. Hasło wyborcze Dudy: "Przyszłość ma na imię Polska". Skoro to imię przyszłości - to nie teraźniejszości, czyli dziś Polska nie istnieje.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej