Szef FBI James Comey użył nieszczęsnego zwrotu o wspólnikach Holocaustu z "Niemiec, Polski i Węgier". To zdanie nie do obrony, choć brzmi nieco inaczej na tle całego przemówienia. Dlatego publikujemy oba dokumenty - przemówienie Comeya i jego niedoszłe przeprosiny.

Od kilku dni polski rząd oczekuje bardziej zdecydowanych słów niż zdawkowe wyjaśnienia rzeczniczki Departamentu Stanu na rutynowej konferencji w poniedziałek. Najwyraźniej się ich nie doczekamy, choć powstała wstępna wersja takich przeprosin.

Urzędnicy Białego Domu nie zgodzili się na ich ogłoszenie. Przyzwoitość na ogół przegrywa z polityką, a prawda z interesem. Tak stało się i tym razem.

Nasz sojusznik mógł ten incydent szybko załagodzić. Comey by przeprosił, i po sprawie.

Ale w Waszyngtonie uznali: po co przepraszać Polaków, skoro i tak będą stali przy nas murem. Zawsze ufni w amerykański sen o wolności, zasłuchani w nasze doskonałe retorycznie przemówienia, w których jest wszystko, co chcą usłyszeć...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej