Upamiętniając 6 mln żydowskich ofiar Holocaustu, źle się wyraziłem, opisując kontekst tamtych wydarzeń. W pełni zdaję sobie sprawę, że winowajcą nie jest Polska, która została zniszczona, była okupowana, zniewolona i sterroryzowana przez NSDAP i jej licznych wspólników.

Oddanie całego koszmaru Holocaustu wymaga prawdy. A prawda jest bolesna i skomplikowana. Przemówienie wygłaszane przy kolacji nie może się stać naukową monografią uwzględniającą wszystkie subtelności i rozmaite relacje.

Powszechnie wiadomo, że Polacy chwycili za broń jako pierwsi. W 1939 r. państwo polskie było okupowane wspólnie przez Hitlera i Stalina. Rdzenni Polacy byli bezwzględnie wykorzystywani i eksterminowani przez oba te totalitaryzmy. Ich cierpienia przybladły dopiero z nadejściem Holocaustu.

Polski ruch oporu nigdy się nie poddał, a od 1939 do 1941 r. - szczególnie po upadku Francji - reprezentował jedyny z sojuszniczych narodów, który - poza Brytyjczykami - walczył i przeciwstawiał się nazistom z bronią w ręku. Do 1944 r. polska marynarka, lotnictwo i armia ponownie zorganizowały się w Wielkiej Brytanii, tworząc czwarte pod względem wielkości siły sojusznicze walczące z Trzecią Rzeszą. Praktycznie nie było polskich kolaborantów. Powstanie warszawskie z 1944 r. najlepiej świadczy o skali polskiego oporu przeciw nazistowskim okupantom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej