Pielęgnowana przez lata symbioza PiS ze SKOK-ami na chwilę zawisła na kołku. Kaczyńskiemu przyszło to o tyle łatwiej, że w pamięci mógł mieć doniesienia o politycznych ambicjach senatora i jego zwolenników, którzy mieli typować Biereckiego na następcę Kaczyńskiego.

Jak bardzo uwiera prezesa PiS temat SKOK-ów, okazało się przy okazji rocznicy katastrofy smoleńskiej. Kaczyński dziękował wszystkim "bez których sprawa, o którą walczymy, byłaby nie do wygrania". Wymieniał nazwiska niektórych księży, media o. Tadeusza Rydzyka, media Tomasza Sakiewicza. A nie wymienił braci Kranowskich i ich mediów powiązanych ze spółkami SKOK - portalu wPolityce.pl i tygodnika "wSieci".

Prezes PiS milczał też w marcu i nie komentował informacji "Wyborczej" o działaniach Dariusza Stefaniuka, prezydenta Białej Podlaskiej i jednego z najbliższych współpracowników Biereckiego. To on zlecił obsługę prawną magistratu kancelarii od lat związanej ze SKOK- -ami. Dopiero miesiąc później, w ostatni poniedziałek, na pytanie dziennikarki TVP Lublin Kaczyński ostro potępił tę praktykę: - Ta sprawa będzie przedmiotem rozmowy w partii, być może nawet ostrych decyzji dyscyplinarnych - mówił Kaczyński. I dodał, że włącznie z usunięciem z partii.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej