Podczas obchodów piątej rocznicy pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu kamera dziennikarza "Wyborczej" skierowana była na prezesa PiS, córkę pary prezydenckiej oraz Andrzeja Dudę. Kiedy pod kopułę katedry wawelskiej popłynął hymn "Boże, coś Polskę", z frazą "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie", urągającą nie tylko faktom, ale też zwykłej przyzwoitości, widzieliśmy, jak błagalne wersy płyną gładko z piersi prezesa, Joachima Brudzińskiego i Marty Kaczyńskiej. W tym chórze zabrzmiał jednak nieoczekiwany ton. Na nagraniu widać, że kandydat Duda przed feralnym wersem nabiera głęboko powietrza, na chwilę zamiera, zastanawiając się, co robić. Śpiewać, nie śpiewać? Kłamać, nie kłamać? Zamilknąć chociaż na ten jeden moment, pokazując dystans wobec bredni? Co robić? Andrzej Duda wypuszcza powietrze z płuc i zaczyna śpiewać. Bez przekonania, raczej mamrocząc, niż deklamując. Jakby połknął żabę. Wbrew rozsądkowi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej