Antoni Macierewicz zwołał we wtorek w Sejmie konferencję prasową, by przedstawić dowód na "matactwa" prokuratury w sprawie nowego odczytu stenogramów z prezydenckiego Tu-154M. Dwa dni później w siedzibie PiS pojawił się w towarzystwie Jarosława Kaczyńskiego. I zapowiedział, że złoży zawiadomienie o przestępstwie - sfałszowaniu zapisów z nagrań czarnych skrzynek w kokpicie. Koronnym dowodem na to jest - zdaniem posła Macierewicza - wywiad z prof. Peterem Frenchem, który przeprowadziłem i opublikowałem w "Wyborczej".

Jak "wsparłem" zamachowe teorie

Różni komentatorzy dopatrzyli się w tych konferencjach PiS różnych rzeczy. Ja zobaczyłem przede wszystkim człowieka bezradnego, który nie rozumie, co się stało. I to na co najmniej dwóch poziomach.

Świat Antoniego Macierewicza dzielą linie między PiS a PO, między mediami prawicowymi a TVN-em z "Wyborczą" etc. Dlatego był tak zaskoczony naszą publikacją. "Wyborcza", w jego opinii "wroga", puściła materiał, który - jego zdaniem - "wspiera" zamachowe teorie. W świecie z tak wyznaczonymi podziałami to nie ma sensu. Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba narysować je inaczej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej