Gdy Europejską Inicjatywę Obywatelską (EIO) wpisywano do traktatu lizbońskiego, ogłoszono ją przewrotem kopernikańskim w relacjach między zwykłymi Europejczykami a UE. Jej zwolennicy liczyli na ogromne udemokratycznienie Brukseli, bo celem EIO jest przymuszenie unijnego "rządu", czyli Komisji Europejskiej, do zajęcia się petycjami, które podpisało milion obywateli Unii. Ale po trzech latach od oficjalnego startu EIO, które mijają w kwietniu, jest jasne, że ta nowalijka na razie nie jest żadnym przewrotem, lecz sporym rozczarowaniem.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej