W niedzielę ów czarny scenariusz nieco się przybliżył - Hillary Clinton, żona byłego prezydenta Billa Clintona, formalnie ogłosiła swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich 2016. Wkrótce w jej ślady pójdzie Jeb Bush, brat i syn dwóch ostatnich republikańskich prezydentów.

Hillary Clinton oficjalnie rozpoczęła kampanię prezydencką. Analiza Mariusza Zawadzkiego

O'Malley nie jest obiektywny, bowiem sam rozważa kandydowanie. Ale niewątpliwie ma wiele racji. W ostatnich latach dużo się mówi w Ameryce o rosnących nierównościach ekonomicznych; o tym, że dziecko z biednej rodziny ma coraz mniejsze szanse awansu społecznego. Ameryka w coraz większym stopniu należy do milionerów i miliarderów. Powstaje coś w rodzaju systemu quasi-feudalnego, w którym los człowieka i jego przyszła pozycja decydują się w momencie narodzin. Sztafeta Bushów i Clintonów byłaby potwierdzeniem, że ten niezdrowy proces zachodzi nie tylko w finansach, ale także w polityce.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej