Raczej można mówić o karykaturze kampanii, skoro najważniejszym tematem politycznym ostatnich dni jest to, czy obecny prezydent poluje i zabija, czy poluje i nie zabija. To raczej nie jest kwalifikacja prezydencka, choć dla wielu może mieć znaczenie, bo coś jednak mówi o człowieku. Tylko że nic nie mówi o tym, w jaki sposób chce on sprawować swój urząd.

To trochę tak jak było ze słynnym palił i się zaciągał czy palił i się nie zaciągał. Bill Clinton, oczywiście. To jednak był dodatek do kampanii, a nie jej sedno. Sednem wówczas w USA było pytanie o przyszłość amerykańskiej gospodarki.

Andrzej Duda zapewnia, że chce być aktywnym prezydentem, ale mało mówi o tym, co chce zrobić, a więcej o tym, co źle robi obecny prezydent. Jeśli już kandydat PiS wywołał całkiem interesującą dyskusję o wprowadzeniu euro, to tylko po to, aby przyłożyć konkurentowi, który rzekomo chce je wprowadzać na dniach. Duda mówi wyłącznie o cenach i wcale nie zamierza na temat euro poważnie dyskutować. Temat interesuje go wyłącznie w konfrontacji z Komorowskim, co jako kandydata na najpoważniejszy urząd w państwie Dudę dyskwalifikuje.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej