I nie to, żebym była jakoś szczególnie cięta na Mariusza Kamińskiego, w końcu przywykłam już do polityków, którym się wydaje, że biorą udział w świętej wojnie i że z racji tej świętości wszystko mogą. Zdziwiło mnie jednak niepomiernie, że sprawa nadużywania władzy przez znanego, czynnego (!) polityka doczekała się finału za życia nas wszystkich. Z reguły sprawy wykroczeń lub przestępstw czynnych polityków zaczynają się hucznie, potem trwają latami, potem giną w niebycie. A tu - proszę. Jest wyrok! I to nie w zawieszeniu. Kim jest ten odważny, nonkonformistyczny sędzia? To nasz dzisiejszy nowy bohater.

Gazety już piszą o sędzim Wojciechu Łączewskim, domniemując jednocześnie, że gdyby sprawa trafiła na "zwykłego sędziego", to zapewne jeszcze latami oczekiwałaby na kolejnych biegłych, na kolejne dowody, wytrzymywałaby kolejne długie przerwy w rozprawach, jak to się dzieje w bardzo wielu przypadkach.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej