Z raportu NIK płyną smutne wnioski dla państwa. Firmę, która napisała program informatyczny do obsługi wyborów, wybrano w chaotycznym przetargu i w ostatniej chwili. Program zaczęto pisać trzy miesiące przed wyborami (sic!) i za małe pieniądze. Nie zadziałał więc wtedy, kiedy miał zadziałać, czyli gdy do PKW zaczęły spływać protokoły z wynikami wyborów.

Nie powinno to dziwić, bo tak się kończy bylejakość i kryterium niskiej ceny stosowane często w przetargach jako główne.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej