Stara rzymska maksyma: "Chcesz pokoju, szykuj się do wojny", nabrała dość nieoczekiwanie w dzisiejszej Europie nowego wymiaru. Konia z rzędem temu, kto dwa lata temu przewidział aneksję Krymu. Dziś konia z rzędem temu, kto wie, jak daleko posunie się Putin. Licytowanie się na czarne scenariusze nie ma sensu. Ale nie lekceważmy istniejących zagrożeń i nie ulegajmy mrzonkom, że jesteśmy silni, zwarci i gotowi. Bo nie jesteśmy.

To bardzo dobrze, że władze naszego kraju doszły do wniosku - a nie wszyscy w NATO do takiego wniosku doszli - że na obronę trzeba wydawać więcej niż dotychczas.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej