Jutro okażemy się jedynym krajem na świecie, w którym straszliwe "kontrowersje" budzą metody sztucznej prokreacji. Bo to procedura "nienaturalna", "głęboko niegodziwa i niedopuszczalna", "techniczna" (Katechizm Kościoła katolickiego), a do tego "niemoralna" - co dodaje kardynał Dziwisz, który notabene był świadkiem wielu nienaturalnych (niemoralnych?) zabiegów przy umierającym papieżu.

Ponadto dzieci urodzone "z in vitro" są jak dzieci "z gwałtu", choć - co litościwie stwierdza przedstawicielka fundacji Pro - Prawo do Życia Kaja Godek - mimo niemoralnej metody poczęcia mają one godność. Kościół też uznaje szacunek dla "takich osób". Brawo!

Ponadto: zamrażana blastocysta cierpi (myślę, że na ponownym wsłuchaniu się w "krzyk zamrażanych zarodków" poseł Gowin może odświeżyć swoją karierę polityczną), "przy byle awarii prądu zarodek może w lodówce zgnić" - tak swoje lęki wyraził jeden z posłów RP, co idealnie obrazuje poziom przeciętnej wiedzy o zapłodnieniu in vitro. No i sprawa "bruzdy", która z kolei stanowi milowy krok w karierze medycznej katolickiego prawnika Longchamps de Bérier.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej