29 lutego 2012 r. premier Władimir Putin, znów kandydujący na urząd prezydenta, na spotkaniu ze swymi mężami zaufania zapowiedział, że opozycja demokratyczna sama szuka w swoich szeregach kandydata na "sakralną ofiarę". - Stukną go i wszystko zwalą na nas - prorokował Putin.

Dziś gospodarz Kremla, jak dzień po zabójstwie Niemcowa oświadczył jego rzecznik Dmitrij Pieskow, jest przekonany, że "to okrutne zabójstwo nosi wszelkie cechy morderstwa na zlecenie i ma charakter wyłącznie prowokacyjny".

Warto zwrócić szczególną uwagę na słowo "wyłącznie". Trudno przypuszczać, by Putin - było nie było podpułkownik służb specjalnych - nie rozumiał, co mówi.

Jak słusznie zauważył Genri Reznik, jeden z największych autorytetów wśród rosyjskich adwokatów, człowiek z dużym stażem pracy w charakterze śledczego nie ma prawa czegoś takiego mówić. Bo opinia prezydenta w rosyjskiej rzeczywistości jest przez prowadzących dochodzenie traktowana jak rozkaz. "Sprawców macie szukać wyłącznie wśród prowokatorów, wrogów, którzy ? stuknęli ?po to, by ? zwalić ?na władzę" - tak zrozumieli słowa Putina policjanci, oficerowie służb specjalnych i prokuratorzy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej