Autorami są raczej ludzie, którzy tym "służącym" chcieliby się przysłużyć.

Konstantin Małofiejew, arcyprawosławny obrońca moralności i "wartości", który według "Nowej" cały ten plan sporządził, do autorstwa się nie przyznaje, grozi redakcji sądem, ale raczej kłamie. Ten biznesmen, sponsor irredenty na Krymie i w Donbasie, gorący zwolennik obyczajowej cenzury w internecie, ma sporo grzechów na sumieniu.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej