Zachód kapituluje na Ukrainie - pisał niedawno w "Wyborczej" Janusz Rolicki, a wcześniej Edward Lucas i wielu innych. Merkel i Hollande dali się jakoby Putinowi ośmieszyć, odpowiedź UE na agresję Rosji okazała się nieskuteczna, zaś Zachód niezdolny do stawienia czoła Rosji. Wielu uważa, że znajdujemy się o krok od powtórki zdradzieckiego układu monachijskiego z 1938 roku. Czy los Debalcewego nie jest symbolem tyleż porażki Kijowa, co naiwności europejskich liderów?

Ten dominujący dziś nurt myślenia bardziej odzwierciedla zrozumiałe obawy i moralne instynkty, niż opiera się na trzeźwej analizie opcji Zachodu w konflikcie, który słusznie uchodzi za najpoważniejszy kryzys geopolityczny w powojennej Europie.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej