Rosja od pierwszego dnia łamała wzięte na siebie w zeszłym roku zobowiązania, kłamiąc na dodatek, że jej "nie ma w konflikcie w Donbasie". Także teraz prezydent Władimir Putin chciałby powtórzyć ten manewr, lecz okoliczności zmieniły się na jego niekorzyść.

Armia ukraińska odparła ofensywę separatystów i sił rosyjskich, Kijów ma wsparcie Zachodu, którego przywódcy nie idą na z pozoru łatwe kompromisy z Rosją, by problem Donbasu i Ukrainy mieć z głowy. Angela Merkel stwierdziła, że w sprawie osiągniętego porozumienia "nie żywi iluzji", choć pojawiła się nadzieja na pozytywne rozstrzygnięcie. - Czeka nas wiele pracy - dodała, chwaląc wpływ Putina na separatystów, by ci nie sprzeciwiali się nowej ugodzie. Niemiecka kanclerz nie jest oczywiście naiwna i wie, że próba zerwania uzgodnień poczynionych przez szefów państw (rano, po kilkunastu godzinach rozmów) była inicjatywą Kremla. Jej słowa to zachęta dla Putina, by nie zbaczał z pokojowej drogi.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej