Konflikt na Ukrainie nie jest samoistnym problemem, tylko symptomem. Naprawdę bowiem mamy do czynienia z rosyjskim rewizjonizmem - mylnym przeświadczeniem Kremla, że europejski ład bezpieczeństwa jest głęboko niesprawiedliwy i że da się go zmienić (co akurat trafne), aplikując słabemu i podzielonemu Zachodowi mieszankę siły militarnej, propagandy, blefu i pieniędzy.

Gdyby Zachód stanął jednym frontem, reżim Putina nie ośmieliłby się destabilizować Ukrainy ani jej zaatakować.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej