Nic to, że prezydent ma bardzo ograniczony wpływ na rządzenie państwem. Nie może i nie powinien w podejmowaniu decyzji wyręczać premiera. Pomysł, aby jechał na Śląsk i służył jako arbiter w rozmowach z górnikami, wydaje się komiczny. Zwłaszcza że przywołany został przykład z 2006 r., gdy prezydent Lech Kaczyński robił wszystko, by górnicy nie zagrozili marszem na Warszawę rządowi Jarosława Kaczyńskiego.

Ani prezydent Polski, ani żadnego innego kraju nie ma również wpływu na spadek cen węgla, zapaść w europejskim przemyśle stoczniowym czy ceny płodów rolnych na europejskim rynku.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej