Kolejne grupy społeczne manifestują swoje niezadowolenie. Na ulicach głośno protestują górnicy. Mają petardy, gwizdki i donośny głos. Twarde postulaty i twarde mięśnie. Warszawa boi się ich wizyty. Zauważalne są też protesty rolników. Traktorami zablokują ważne ulice, rozrzucą nawóz przed budynkami urzędów, wypuszczą dzika przed Sejmem. Lekarze też łatwo mogą zaszachować rząd i pacjentów, wystarczy, że zamkną gabinety. Słychać nawet głos frankowiczów. Bo co by to było, gdyby sądy zaczęły przyznawać rację ich pozwom?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej