Po pierwsze - gdzie ten projekt? Na razie utknął w wewnątrzpartyjnych przepychankach między platformerskimi konserwatystami a liberałami. Niby jest jakaś wersja kompromisowa, którą w szufladzie trzyma poseł Artur Dunin, ale nie podoba się ona ani konserwatystom, ani liberałom, ani środowiskom LGBT. O jakim więc projekcie mówiła premier? O tym właśnie? U marszałka Sejmu żadnego projektu nie ma, więc Sejm może sobie na razie tylko pomarzyć, że coś będzie rozpatrywane.

Po drugie - pani premier coś oświadczyła. Bez żadnych wątpliwości powiedziała tak: Będzie ustawa, Sejm się nią zajmie.

Podobnie miała zadeklarować na zarządzie partii, czym zresztą nie wzbudziła zachwytu. Ewa Kopacz zagrała va banque czy tylko rzuciła kolejną obietnicę bez pokrycia? Pani premier - która od początku zmaga się z wizją własnego przywództwa - będzie musiała teraz udowodnić, że wypowiedziane publicznie słowo ma swoją wartość. To także sprawdzian tego, czy panuje nad własną partią i jest na tyle silna, że potrafi przeprowadzić to, co sobie założyła. Zakładam, że pani premier zależy na uchwaleniu ustawy. Czasu jest jednak mało, więc Ewa Kopacz, jeśli chce zachować swój autorytet, musi co najmniej doprowadzić do pierwszego czytania ustawy w Sejmie. Potem, gdy już projekt trafi do komisji, może pewnie w niej utknąć na wiele tygodni. Ale Kopacz przynajmniej będzie mogła powiedzieć, że doprowadziła do tego, iż ustawa w końcu ujrzała światło dzienne.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej