Nieco ponad rok temu prokuratura umorzyła sprawę z uzasadnieniem, które wstrząsnęło opinią publiczną. Stwierdziła, że wprawdzie raport zawiera wiele nieprawdziwych i źle zweryfikowanych informacji, które skrzywdziły kilkadziesiąt osób, ale Macierewicz nie może za to ponieść odpowiedzialności. Powód? Likwidator WSI nie był funkcjonariuszem publicznym, a jego raport nie jest dokumentem "w rozumieniu kodeksu karnego".

Ludzie, czytając to, przecierali oczy ze zdumienia, bo "dzieło" Macierewicza zostało przecież w styczniu 2007 r. ogłoszone w Monitorze Polskim z podpisem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej