Chodzi teraz głównie o zagrożenie ze strony rodzimych dżihadystów. Rekrutują się spośród obywateli Unii Europejskiej wyjeżdżających walczyć do Syrii, Iraku czy Libii, skąd potem część wraca przesiąknięta ekstremizmem, np. do Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii.

UE próbuje odświeżyć projekty, które tkwiły dotąd w brukselskiej zamrażarce. Ale te nienowe pomysły wywołują też nienowe oskarżenia - o forsowanie masowej inwigilacji i zamach na prywatność obywateli. Krytycy "Wielkiego Brata" popadają czasem w wielką przesadę.
Pozostało 87% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej