Obchody 70. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej odbywają się w szczególnej sytuacji. W Europie, której kultura polityczna po II wojnie światowej została oparta na postulacie "nigdy więcej wojny", regularna wojna znowu się toczy. Walczą ze sobą wnukowie żołnierzy Armii Czerwonej, którzy 70 lat temu wyzwalali Auschwitz.

Wojna rosyjsko-ukraińska postawiła organizatorów obchodów 70. rocznicy wyzwolenia obozu przed dylematem: w jaki sposób zorganizować uroczystości, aby z jednej strony oddać cześć pamięci pomordowanych oraz hołd tym, którzy przynieśli ocalenie, z drugiej zaś - aby nie został zniweczony polityczny przekaz obchodów, który od kilkudziesięciu lat pozostaje niezmienny i stanowi wezwanie do walki o pokój i zapobiegania ludobójstwu.

Organizatorzy uroczystości - Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau i Międzynarodowa Rada Oświęcimska - znaleźli dobrą formułę. Zrezygnowano z przemówień przywódców państw na rzecz wystąpień ocalonych od zagłady. Brak możliwości zabrania głosu podczas uroczystości przez głowy państw lub szefów rządów miał zapewne ograniczyć ryzyko zdominowania uroczystości przez bieżący spór polityczny.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej