"My też karmimy te bestie", bije się w pierś Konrad Sawicki, komentując masakrę w redakcji "Charlie Hebdo" ( "Gazeta Wyborcza", 17-18 stycznia). My? To znaczy kto? Sawicki precyzuje: my, ludzie Zachodu, mamy swój udział w "wykreowaniu okoliczności sprzyjających zrodzeniu bestii". To zbyt daleko idąca generalizacja. Moim zdaniem to przede wszystkim my sami ponosimy odpowiedzialność za swoje życie, za użytek, jaki z niego robimy, za to, jak korzystamy z naszej wolności wyboru. W przypadku tak drastycznym, jak krwawy napad na "Charlie Hebdo" i na supermarket w Paryżu, doszukiwanie się jakiejś współodpowiedzialności nas wszystkich jest rozmywaniem kwestii odpowiedzialności sprawców zbrodni i ludzi, którzy ich do niej poprowadzili.

Sawicki potępia zbrodnię, ale błędnie docieka jej przyczyn. Uważa, że jej tłem są kwestie religijne. Bierze zatem za dobrą monetę retorykę dżihadystów. Atak był odwetem za szyderstwo ze świętości. Wolność słowa powinna mieć jakieś granice. Do listy "naszych" przewin dodaje tezę o rzekomej duchowej i moralnej słabości Zachodu, którą widzą muzułmanie lękający się, iż ich świat zostanie "ukąszony zachodnimi wirusami".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej