Włoszka ma fatalne doświadczenia z podróżami do Rosji, bo kilka nieostrożnych zdań wygłoszonych tam latem 2014 r. (była wtedy szefową włoskiego MSZ) omal nie wywróciło jej kandydatury na następczynię Catherine Ashton. A teraz Mogherini w dodatku boi się, żeby Rosjanie nie wykorzystali propagandowo jej podróży ("Przyjeżdża do nas, więc Unia mięknie!"). Dlatego w tym tygodniu na jej prośbę, jako przedstawiciel unijnej dyplomacji, do Moskwy poleciał Edgars Rinkeviczs, szef MSZ Łotwy.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej