Wszyscy więc obserwują "samotność długodystansowca", który czasem, niczym Pomysłowy Dobromir z kreskówek dla dzieci, wpada na "genialne" pomysły dające mu dwudniowy żywot w mediach. Niedawno był to sojusz z Kaczyńskim, dziś jest to szokujący (i tylko szokujący) kandydat na prezydenta - pani Ogórek, która notabene przedstawiana jest przez Millera i część prasy w rodzaju męskim, jako "kandydat", "przedstawiciel", "pracownik", "historyk". I zapewne tak pozostanie, bo "kandydat" w żadnej mierze feministką nie jest.

Najważniejszą rolą pani Ogórek jest - jak mówi - "rola mamy", a najważniejszym wzorcem kobiecej działaczki - Angelina Jolie, względnie Meryl Streep. O środowiskach i organizacjach kobiecych w Polsce nie wie absolutnie nic, choć wie, że zajmują się nie tym, co trzeba, czyli "kontrowersyjnymi ciążami", krytykowaniem dr. Chazana (pani Ogórek jest zdeklarowaną katoliczką) czy parytetami, a nie - tak jak powinny - "torowaniem kobietom drogi do zarządów wielkich spółek" (tak pisała w "NaTemat" kilka miesięcy temu, dziś ten tekst został usunięty).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej