Pisze, że Konwicki był stalinistą, bolszewikiem, krętaczem i oszczercą, który opluwał swoich własnych kolegów z AK. Wytykał im, że Żydów w lesie zabijali, a nie miał do tego prawa. Bo za rękę ich nie złapał. Przecież uciekł od tych kolegów, zanim zabijanie Żydów na dobre się zaczęło.

Tak się składa, że to Konwicki znał tych ludzi i był w tym lesie, a Masłoń nie. Masłoń wtedy jeszcze nie był nawet Masłoniem poczętym (przewidująco urodził się w roku śmierci Stalina, więc nikt mu stalinizmu nie zarzuci).
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej