Jarosław Kaczyński nie potrafił wykorzystać wyborczego wyniku majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdy po raz pierwszy od wielu lat PiS (31,78 proc.) prawie zremisował z PO (32,13 proc.) w wyborach na skalę ogólnopolską. A do europarlamentu wprowadził 19 deputowanych - o czterech więcej niż pięć lat wcześniej. Prezes PiS już wtedy wolał mówić o sfałszowanych wyborach, a Joachim Brudziński lansował teorię o fałszowaniu głosów krzyżykiem namalowanym na kciuku.

Kruchy okazał się wieloletni sojusz z toruńskim redemptorystą, z którym PiS poróżniło układanie wyborczych list do Parlamentu Europejskiego.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej