Kto kiedykolwiek musiał skorzystać z usług tych oddziałów, doskonale wie, jaka to męka. Czeka się godzinami. Oddziały najczęściej nie są w stanie podołać napływowi pacjentów, bo trafiają do nich nie tylko chorzy w nagłej potrzebie, ale też tacy, którzy nie mogą się doczekać badań koniecznych do postawienia diagnozy, żeby zacząć leczenie.

SOR-y od lat pełnią funkcję protezy dla źle działającej opieki ambulatoryjnej. Teraz z błogosławieństwem ministra mają jeszcze przyjmować ludzi z przeziębieniami, niestrawnością, wszystkich potrzebujących przedłużenia recept na leki, które stale muszą zażywać.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej