Po angielsku brzmi to sympatycznie, bo się rymuje: "elf on the shelf". Nie tylko nazwa, ale również postać elfa powielana na obrazkach, sprzedawana w postaci maskotek, puzzli itp. wydaje się sympatyczna - jest to niewinny mały chłopaczek w czerwonym kombinezonie i długiej czapce, podobnej do czapki Mikołaja.

Jednak nie dajcie się zwieść pozorom! To jedna z najbardziej obrzydliwych i niebezpiecznych postaci, jakie pojawiają się w USA w okolicach Bożego Narodzenia. Co gorsza, to nie pojedynczy szkodnik, lecz wielomilionowa armia, bo rzekomo każde dziecko ma swojego elfa na półce.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej