"W przypadku szefowej polskiego rządu elegancja mnie nie obowiązuje. Czuję się z niej zwolniony przez samą Ewę Kopacz" - tak zaczął felieton w wigilię Wigilii Łukasz Warzecha.

To tak na wszelki wypadek, by nikt nie zarzucił mu, że jest po prostu chamski wobec kobiety, którą atakuje za pomocą argumentów rodem z samouczka szowinisty. Czego tu nie ma... "Ewa Kopacz jest już tak naciągnięta za uszami, że z powodu skośnych oczu zaczyna przypominać Japonkę" - pisze Warzecha, który naciągnięty nigdzie nie jest i w ogóle może robić za wzorzec męskiej urody.

Poza tym Kopacz jest "dramatycznie niewydolna intelektualnie. To mniej więcej podobny poziom co zarządzanie szpitalem. Tusk wystawił na premiera Kopacz, całkowicie świadomie biorąc pod uwagę jej zdolności umysłowe, a właściwie ich brak"- stwierdza publicysta, który swoją intelektualną wydolność przez lata prezentował na łamach "Faktu", w sąsiedztwie nagich biustów i newsów o cielętach z dwoma głowami.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej