Na początek zastrzeżenie - niżej podpisany nie ma jasnego poglądu, czy dziesięć stron "konkluzji" (czyli pisemnych wniosków i decyzji szczytu) to lepiej, czy gorzej od stron trzech. Może to zależy od treści? Pierwszy szczyt Hermana Van Rompuya zakończył się jedną stroną, a pierwszy szczyt Tuska - trzema. Obaj zaczęli swe urzędowanie z zamiarem, by było na szczytach krócej i zwięźlej. Van Rompuyowi te plany wywrócił kryzys strefy euro (i burzliwe debaty o jej ratowaniu podsumowywane czasem na 20 stronach). Zobaczymy, co będzie z Tuskiem.

Świetny moment na zwrot "jump to conclusions"

Pierwszy szczyt Tuska wypadł bardzo poprawnie, czyli - co przecież normalne - wywołał też pewne spory. Janusz Lewandowski (w Radiu TOK FM) wychwalał, że Tusk swą zwięzłością "odpowiedział na oczekiwania, by zatrzymać biegunkę regulacyjną w Unii". Krytycy, jak szef europoselskiej frakcji liberałów Guy Verhofstadt, lamentowali, że Rada Europejska chyba nie zdaje sobie sprawy, że wciąż trwa kryzys. I dlatego pozwala sobie na takie luzy... Cóż, w akcji "Wyborczej" "Polish Your English. Angielski z Premierem", byłby to świetny moment na zwrot "jump to conclusions", czyli "wyciągać pochopne wnioski" ("biegunki regulacyjnej" lepiej nie tłumaczmy). Pierwszy szczyt był nieco rozgrzewkowy, więc trudno dopatrywać się zasług czy ich braku. Zresztą, nie po tym pierwszym szczycie będzie się w przyszłości - dobrze czy źle - oceniać Tuska.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej