Wspominał polskie flagi na Majdanie, które dla pojednania Polaków i Ukraińców mogły znaczyć nawet więcej niż modlitwy. Serce rosło, ale - pamiętajmy - to nie jest jeszcze czas na solenne podsumowywanie zasług. Ukraińcy będą od nas potrzebować nowej pomocy. I to może większej niż dotychczas.

Poroszenko przypomniał, że Ukraina chciałaby już w 2020 r. złożyć oficjalny wniosek o członkostwo w UE. Powiedział, że chce uchylenia prawa o "statusie pozablokowym" Ukrainy przyjętego w 2010 r. Miało hamować aspiracje związane z przystąpieniem Kijowa do NATO, które - nawet na poziomie czysto retorycznych deklaracji - działają na Moskwę jak czerwona płachta na byka. - Będziemy podążać tropem Polski i zwyciężymy! - zapewniał Poroszenko w Sejmie.

Unia i NATO? Spójrzmy chłodnym okiem. Szybka ścieżka przygotowań Kijowa do wejścia do Sojuszu została zawetowana przez Berlin i Paryż w 2008 r. na szczycie w Bukareszcie. Snucie planów o członkostwie Ukrainy w NATO może także teraz wywołać niesnaski wśród zachodnich sojuszników, ale z drugiej strony nie wolno przecież przed Ukrainą zatrzaskiwać drzwi. Co zatem robić? To tak odległa perspektywa, że - przyznajmy szczerze - nie warto jej teraz zbytnio roztrząsać czy też ponaglać NATO do definitywnej odpowiedzi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej