Przypominano też ofiary, co było niezwykle przejmujące i wzruszające. Dla mojego pokolenia to bardzo ważna data, przełomowa, będąca z jednej strony przyspieszonym wejściem w dorosłe, publiczne życie, a z drugiej - załamaniem nadziei i odarciem ze złudzeń. Czuliśmy, że przed nami mrok, i to było nawet gorsze od strachu.

Kiedy już przyszła wolność i nastał czas światła, nie zapominaliśmy o tamtych doświadczeniach. Ale też można było zaobserwować, że powoli dla nowych pokoleń ta data przestaje mieć znaczenie. Jeśli nawet młody rzecznik jednej z parlamentarnych partii nie jest w stanie powiedzieć, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, to oznacza, że ta data przestaje dla młodych mieć znaczenie. Staje się już historią, co jest właściwie zrozumiałe, skoro minęły 33 lata i żyjemy w wolnym kraju. Oni nie mają pojęcia, jak wtedy było, co to znaczyło żyć w cieniu czołgów, bez informacji o internowanych i w ciągłym strachu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej