Obecnie sytuacja prokuratury jest nie do pozazdroszczenia. Politycy wykorzystują ją do utrącenia przeciwników, którzy zaliczają wpadki. To opozycja doniosła na Sikorskiego. Skoro jest zawiadomienie, to rolą śledczych jest wnikliwie ocenić sprawę. Bo decyzje prokuratury muszą budzić zaufanie społeczeństwa i wytrzymać kontrolę sądową.

Źle jednak by się stało, gdyby sprawa kilometrówek zakończyła się tylko na Sikorskim. Trzeba zbadać kilometrówki wszystkich posłów.

Jeśli ktoś ma być ukarany za wyciąganie publicznych pieniędzy, to sprawiedliwie wszyscy. Prokuratura sama nie może tego zrobić. Gdyby bez powodu zaczęła sprawdzać posłów, to zrobiłaby śledztwo trałowe na zasadzie: a nuż ktoś wpadnie w sieć. To źle się kojarzy, śledztwa trałowe robiono za czasów rządu PiS.

Lepszym rozwiązaniem jest niezależna kontrola, np. Najwyższej Izby Kontroli, w Sejmie wszystkich kilometrówek. Bo inaczej pozostanie wrażenie polowania na Sikorskiego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej