Zarzut, że PiS ordynarnie wykorzystuje datę, Jarosław Gowin, świeży sojusznik Kaczyńskiego, tłumaczył praktycznie: "Nie jestem szczęśliwy z tej daty, ale PiS od kilku lat organizuje manifestacje upamiętniające dziedzictwo >>Solidarności<<. Uznaliśmy, że nie da się dwa razy w środku grudnia ściągnąć wielu tysięcy osób do Warszawy".

Nie ma racji Gowin. Jarosław Kaczyński od lat konsekwentnie mówi o Polsce zniewolonej, uciemiężonej pod rządami Platformy. Na ulicy robi to regularnie każdego 10. dnia miesiąca przed Pałacem Prezydenckim, "niepodlegle" - od dwóch lat w Krakowie 11 listopada, okazjonalnie - kiedy walczy o Rydzykową TV Trwam, a także raz do roku - w każdą kolejną rocznicę katastrofy smoleńskiej oraz 13 grudnia.

Czteroletnia już tradycja marszowa w rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego nie jest przypadkowa. Co roku lider PiS napędza pochód swoich zwolenników tymi samymi hasłami podbijanymi przekonaniem, że "tu jest Polska".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej