Bo tak się teraz porobiło, że matriksów jest wiele, każdy żyje w swoim. Matriksem tygodnia jest dla mnie matrix Adama Hofmana, który ewidentnie stracił kontakt z rzeczywistością i jej przyległościami. Hofman powiedział tygodnikowi "wSieci", że jest muszkieterem prześladowanym przez złego kardynała (?!). Nie ujawnił, kim jest kardynał. Tłumaczył tylko, że Kaczyński jest królem, za którego on, Hofman, walczy, chociaż król go nie głaszcze. I że perfidna Kancelaria Sejmu zmusiła go, Hofmana, do podpisywania kwitów na samolot, które były na samochód, który był na samolot. A potem jeszcze na konferencji prasowej wyjaśniał (on, Hofman), iż nie ma co się go czepiać, że się bawił w Madrycie, bo każdy się bawi w Madrycie, ponieważ w Madrycie jest życie jak w Madrycie. Panie Jarosławie, niech pan go pogłaszcze. Może się uspokoi.

To w ogóle był tydzień strasznych okładek. Bo na okładce tegoż właśnie "wSieci" straszy profesor Kieżun. Pistoletem straszy, i to lustratorów, o dziwo. W środku jest artykuł, w którym Wielki Lustrator historyk Piotr Gontarczyk plącze się jak ten Hofman, ale przyznaje, że jednak można kogoś źle zlustrować, np. Kieżuna. A esbeckie notatki notorycznie kłamią, są - cytuję Gontarczyka - "fałszujące rzeczywistość". Gorzej: kłamią też lustratorzy, kłamie też inny Wielki Lustrator Sławomir Cenckiewicz, który przekręca i zniekształca treść już i tak kłamliwych esbeckich notatek. Zaraz, zaraz, czy to nie Cenckiewicz zlustrował Wałęsę? I to razem z Gontarczykiem?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej