Wybory samorządowe się skończyły, więc "madryckie trio" - Adam Hofman, Adam Rogacki i Mariusz A. Kamiński, byli posłowie PiS - postanowiło, jak mówi, ratować swoje dobre imię. Jednak środowa konferencja prasowa i późniejsze medialne występy w głównych stacjach telewizyjnych wyszły karkołomnie; tylko byłych posłów pogrążyły.

Posłowie zapewniali, że nie ma nic dziwnego w tym, iż pobrali z Sejmu po 3,3 tys. zł zaliczki na podróż samochodem, a polecieli tanimi liniami i za bilety zapłacili pewnie po kilkaset złotych (nie chcieli ujawnić ile). Przekonywali, że zachowali się uczciwie i nie chcieli oszukać podatnika, bo zaliczki zwrócili. A że nastąpiło to dopiero, gdy dziennikarze zaczęli się interesować feralnym lotem, to - ich zdaniem - bez znaczenia. Przekonywali, że nie poświadczyli nieprawdy, wypełniając karty podróży prywatnym samochodem, wpisując datę przekroczenia granicy, a nawet godzinę, chociaż samochodami nie jechali. Bo to zwyczajowo przyjęta w Sejmie praktyka.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej