Tytuł tekstu "Kaczyński ogłasza stan wojenki", a teza nienowa. Jarosław Kaczyński zdał sobie sprawę w trakcie wyborów samorządowych, że anty-PiS będzie zawsze silniejszy niż PiS, i zaostrza język debaty. Absolutnie się zgadzam, zresztą napisałem to samo w "Gazecie Wyborczej" zaraz po znamiennym wywiadzie dla "Wprost", w którym prezesowi ulała się żółć po wygranych wyborach.

To, że Kaczyński radykalizuje przekaz, nie upoważnia do tego, by podążać jego drogą. Politycy PiS usiłują udowodnić, że III Rzeczpospolita to PRL, a poszczególni pisowscy krzykacze starają się porównywać Bronisława Komorowskiego do Wojciecha Jaruzelskiego. Organizują 13 grudnia, w rocznicę stanu wojennego, marsze w obronie demokracji - jakby kpili z tych, którzy 33 lata temu rzeczywiście demokracji bronili. Robią młodym ludziom wodę z mózgu, wykorzystując wspólną polską pamięć do kojenia własnych frustracji. Odpowiadanie tym samym, nawet w formie żartu, to przyjęcie pisowskiej logiki walki. Jarosław Kaczyński w latach 80. zachowywał się przyzwoicie i stał po właściwej stronie. Nie wolno zakłamywać historii, choć czynią to inni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej