Jeśli spisze się dobrze, może zostać akuszerem kluczowych kompromisów, co udawało się Van Rompuyowi. Belg wysoko ustawił poprzeczkę swemu polskiemu następcy.

Kryzys gospodarczy, który wybuchł w 2008 r. w USA, a potem błyskawicznie rozlał się po całym świecie, tak zdominował dwie 2,5-letnie kadencje Van Rompuya, że dopiero wojna na Ukrainie zmusiła go do solidniejszego zajęcia się sprawami zagranicznymi.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej