Ewą Braun, a może Leni Riefenstahl. Ale Ewa czy Leni, posadzili ją w areszcie i może dostać nawet 5 lat. Słaba pociecha: faceta prawdziwej Ewy Braun po pierwszym zamachu na demokrację też posadzili. Nie pomogło.

Ale całemu zamieszaniu nie jest winna E., tylko "e". No bo jakby to, e, powiedzieć: PKW zleciła e-liczenie głosów firmie, która wygrała, e, przetarg. Po taniości, jak zwykle. I jak zwykle, wszystko się, e, spieprzyło. Albo e-spieprzyło.

Komisja liczy głosy już piąty dzień. Nie rozumiem. Kiedyś podawali wyniki ręcznego liczenia w trzy dni. Czemu teraz w trzy dni nie przeliczyli? Ręcznie liczyć też już nie umieją bez kompa? A oddychać? Może potrzebują aplikacji do oddychania na smartfona (swoją drogą, niezły pomysł biznesowy i Balcerowicz pewnie go poprze: prywatyzacja powietrza!). A może poprzednio nie liczyli ręcznie, tylko ręczny wynik robili inaczej? "Wynik ręczny ręcznie się robi" - mówi mój kolega Andrzej, który przeprowadzał plebiscyty konsumenckie dla chrupków, powiedzmy, CrunchBrunch&Lunch - "Bierze się wydruk z długopisem w ręce i tu się dodaje, tam się ujmuje jakiś błąd statystyczny ręcznie. Byle zręcznie".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej