Mniejsza z tym, że "wybory" lokalnych "parlamentów" i "władz wykonawczych" w opanowanych przez rebeliantów rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego odbyły się bez zezwolenia oraz mimo sprzeciwu władz w Kijowie, a także z pogwałceniem praw Ukrainy.

Buntownicy od tego są buntownikami, żeby nie przestrzegać reguł ustalonych przez tych, przeciw którym się buntują.

Wczorajsze "wybory" w "Ługandzie", jak liberałowie moskiewscy nazywają to, co Kreml mianuje "Noworosją", nie mają jednak nic wspólnego z elementarnymi, "technicznymi" regułami demokracji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej