Przed spotkaniem we Włoszech Władimir Putin rozkazał swoim oddziałom biorącym udział w "manewrach" w strefie przygranicznej i potajemnie działającym na terytorium ukraińskim wrócić do koszar.

To nie pierwszy taki rozkaz w historii konfliktu ukraińskiego. Wojska już niby odchodziły od granicy, a potem znów się przy niej koncentrowały. Teraz też nic nie przeszkodzi Moskwie powtórzyć tej gry w wańkę-wstańkę.

Przed szczytem w Mediolanie skonfundowani przywódcy opanowanych przez rebeliantów rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego ogłosili, że Kreml albo zrezygnował z "projektu Noworosja", albo go na dłużej "zamroził". Tak określają swoje, popierane przez część polityków rosyjskich, plany oderwania od Ukrainy Donbasu, który zgodnie z carską imperialną tradycją lubią nazywać właśnie "Noworosją".

Ale projekt włożony do zamrażarki można wyjąć z niej tak samo, jak kazać wojskom wrócić z koszar na granicę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej