Duda, który w ubiegłym tygodniu ponownie został wybrany na szefa związku, w rozmowach z RMF i TVN 24 podkreśla, że "nie da się wsadzić na politycznego konia", że "związek jest dla niego najważniejszy" oraz że "nie chce pilnować żyrandoli w Belwederze", lecz "spraw pracowniczych".

To nieprawda, że Duda nie ma politycznych ambicji. W ciągu ostatnich lat pokazał je wielokrotnie, chociaż robił to dużo mądrzej niż poprzedni przewodniczący "S" Janusz Śniadek, który uczynił ze związku przybudówkę PiS i osłabił i tak już słabą "Solidarność".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej