Wprawdzie liczebnie wciąż przeważają małe, nierentowne gospodarstwa, które nic nie sprzedają, ale widać też niewiarygodną prężność dużych gospodarstw. Przebojem zdobywają one od 2003 r. światowe rynki dla swoich produktów. To dzięki tej mniejszości staliśmy się potęgą w produkcji drobiu, mleka i jego przetworów, pieczarek, jabłek, owoców miękkich.

Na wsi wciąż są obszary biedy, ale poziom dochodów rolników niemal zrównał się już z dochodami mieszkańców miast. To olbrzymi skok, bo jeszcze w 2000 r. stanowił zaledwie 38 proc.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej