Nawet gdy 1 września 1939 r., po zawarciu paktu niemiecko-sowieckiego, padły pierwsze strzały m.in. w Gdańsku, zachodnie mocarstwa zdobyły się tylko na rozpoczęcie tzw. dziwnej wojny. Tym samym po raz czwarty ośmieliły Hitlera, łudząc się, że za cenę śmierci Gdańska uratują własną skórę.

Po Warszawie kolejną okupowaną stolicą był Paryż, wkrótce potem bomby zaczęły spadać na Londyn. Dopiero wtedy świat zachodni zawołał: "Stop! Nigdy więcej wojny!".

Taka egoistyczna i krótkowzroczna polityka Europejczyków wobec agresora nie powinna się nigdy powtórzyć. A jednak obecna sytuacja na Ukrainie przypomina tę z 1939 r.: agresywna Rosja zajęła Krym będący częścią terytorium mniejszego sąsiada - Ukrainy. Wojska i służby specjalne prezydenta Putina, często udając rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, operują na wschodzie tego kraju, wspierając terroryzujące tamtejszą ludność bandy i otwarcie grożąc inwazją...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej