Wraz z zastąpieniem przez Tuska Hermana Van Rompuya Europa zyska potencjalnego lidera, który może nadać jej nowy dynamizm, a także być drogowskazem w trudnych relacjach z Rosją. Tusk ma być przeciwwagą dla uważanej za prorosyjską Federiki Mogherini, która zostanie nową szefową unijnej dyplomacji. Jednak przeprowadzka premiera do Brukseli może skutkować tym, że wybory parlamentarne w 2015 r. wygra PiS. A to będzie zagrożenie dla demokracji liberalnej w Polsce.

Przez 11 lat liderowania PO Tusk nie przygotował sukcesora, który po jego odejściu mógłby poprowadzić Platformę do zwycięstwa. Ani marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która już ogłosiła w mediach, że przyjmie stanowisko premiera (jeśli taką ofertę otrzyma), ani wymieniany w tym kontekście szef MON Tomasz Siemoniak nie mają charyzmy Tuska. To on objeżdżał kraj i praktycznie sam wygrywał dwie ostatnie kampanie. Kopacz jako była minister zdrowia, atakowana przez PiS po katastrofie smoleńskiej, będzie łatwym celem dla opozycji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej