Przypomnijmy - wczoraj ks. Wojciech Lemański odbył kilkugodzinną rozmowę z abpem Hoserem i bp pomocniczym Markiem Solarczykiem. Tłumaczył się z tego, co powiedział na Woodstocku podczas Akademii Sztuk Przepięknych. Jeszcze w weekend Mateusz Dzieduszycki rzecznik kurii słowa ks. Lemańskiego nazwał "skandalizującymi" a jego postawę "niegodną kapłana katolickiego". I groził suspensą - jedną z najsurowszych kar, jaka może spotkać księdza.

Jakże wielką niespodzianką było, kiedy po spotkaniu do dziennikarzy wyszli razem Dzieduszycki i ks. Lemański. Niespodzianką było nie tylko to, że pozwolili temu drugiemu mówić. Było nią to, co powiedział. W skrócie: stwierdził, że z żadnych swoich słów się nie wycofuje, że biskupi nie znaleźli w jego wypowiedziach nic niezgodnego z nauczaniem Kościoła, że być może mógł pewne myśli sformułować inaczej, i że jeżeli ktoś się poczuł urażony, to przeprasza. Pochwalił się też, że arcybiskup uchylił częściowo jedną z kar, którą wcześniej na niego nałożył i pozwolił mu odprawiać okolicznościowe msze w Jasienicy, w parafii, z której go wcześniej wyrzucono.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej